Jaka jest twoja blizna?
niedziela, 03 marca 2019 20:05

Drodzy Czytelnicy, prezentujemy Wam opowiadanie o przygodzie pogromcy smoka. Jego autorką jest uczennica klasy VIII. Zachęcam do lektury! Gorąco polecam!

Jaka jest twoja blizna?

Wokół słychać było gwar rozmów i muzyki. Woń pieczonego mięsa przepełniała przydrożną karczmę. Zima żyła swoim życiem, a odwiedzający gospodę wojownicy i wędrowcy obserwowali ją zza szyb.

Trzech rycerzy z Gryty zawitało u progu gospody pół godziny wcześniej. Strudzeni wędrówką od stolicy na południe musieli gdzieś zregenerować siły. Mają jasny cel- dotrzeć za morze i pomóc swym braciom z Rycerskiego Zakonu. Nie bez powodu zwano ich Wilczymi Łapami. „Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego” to ich maksyma.

Siedzieli najedzeni przy jednym ze stołów.

-Te, Philip, nigdy nam jednego nie mówiłeś- odezwał się nagle Nathaniel. Philip podniósł głowę znad pustego dzbanka i wlepił wzrok w rozmówcę. Jak zwykle, ze stoickim spokojem, wyprostował się nieco i zmrużył srebrnoszare oczy.

-Tak? O co chodzi?- odezwał się spokojnym barytonem. Megano, który był jego najlepszym przyjacielem, widział w spojrzeniu kumpla delikatny niepokój, niewidoczny dla żadnej innej duszy na tym świecie. Rudzielec się uśmiechnął, a piegi na jego policzkach zaczęły być bardziej niedostrzegalne.
-Skąd masz tę szramę na twarzy?- spytał.

W oczach Philipa pojawił się pewien tajemniczy błysk. Jakby pomyślał, że nastała w końcu pora, by ta tajemnica wyszła na światło dzienne. Jego ciemnowłosy przyjaciel dobrze znał tę historię. W końcu, sam miał w niej swój udział. Jego złote oczy patrzyły z przejęciem w stronę Nathaniela, wyrażając myśl: „Proszę, oszczędź go. On nie ma ochoty odpowiadać, a sam wiesz co to może znaczyć...”. Niebieskooki rudzielec doskonale zrozumiał, ale przemieścił wzrok na Philipa. Ten tylko westchnął przeciągle i zaczął wpatrywać się w dzbanek, gładząc jego brzegi długimi palcami.

-A więc...-rozpoczął- to było wtedy, kiedy jeszcze byłem młody i głupi. Miałem paczkę przyjaciół, Megano- skinął głową na przyjaciela- jego brata Lora i Maurycego. Świetnie się bawiliśmy razem. Wojowaliśmy, podpatrywaliśmy treningi rycerzy, kradliśmy melony z targu...Wdawaliśmy się nieraz w uliczne bójki, oho! To pamiętam jak wczoraj. Ale zawsze byłem nieco z boku. Zawsze byłem cichszy, mniej się biłem, nie kradłem. A oni, jak to smarkacze, odrzucili mnie od grupy, bo mieli mnie za tchórza. A przyznam, że strasznie chciałem należeć dalej do ich paczki i udowodnić, że jestem dzielny...

Towarzysze wpatrywali się w niego z żywym zainteresowaniem, a szczególnie Natan.

-...Tak więc postanowiłem im to udowodnić. Nie mówiłem nic o moim planie. Wziąłem ze sobą swój sztylet odziedziczony po zmarłym starszym bracie, bochen chleba i kawałek sera. Udałem się na południe. Do Smoczej Jamy.

Gwar w karczmie powoli cichnął. Osoby z sąsiadującego stolika zaczęły podsłuchiwać opowieści.

-...chciałem pokazać swoją siłę. Moim celem było albo zabicie smoka mieszkającego w tamtej Jamie, albo rozmowa twarzą w twarz z tą bestią. Powiem ci, Nathanielu, że smoczy język znałem już od dzieciństwa, bo wiesz, my...

-Wiem- przewrócił oczami rudowłosy- przecież nieraz słyszałem, że Smoczy Bracia, tacy jak wy, umieją rozmawiać ze smokami w tym niepojętym dla nas, Srebrnokrwistych, języku...

-Dasz mi dokończyć?- warknął cicho.

Rozmówca przytaknął. Zachęcony ciszą Philip kontynuował historię:

- No i się wybrałem. Następnego dnia byłem pod grotą smoka. Nie wiedziałem - wejść, czy nie? Ale wszedłem jak do domu. Moje kroki odbijały się echem od ścian jaskini. Było tak dziwnie wilgotno. I bardzo ciemno, o tak. Tak szedłem i szedłem, i końca nie widać, i tu nagle... Poczułem falę ciepłego powietrza. Po dziś dzień pamiętam ten smród. Te smocze ślepia wpatrywały się we mnie tak dziko jak lis w zająca. I nagle jak nie ryknął! Jak nie warknął!- wymachiwał rękami, dając się ponieść opowieści.- Myślałem, że wyskoczę ze skóry! A stałem jak wryty. Dopiero po chwili zacząłem coś szeptać po smoczemu. Warczenie się uspokoiło, smok mnie chciał wysłuchać. Wiesz, w rozmowie ze smokiem musisz bardzo uważać, by go nie obrazić. One są bardziej podobne do nas niż myślisz. I tak skomlałem po smoczemu, ale nagle on przygwoździł mnie do ziemi i próbował uśmiercić! Do tej pory nie wiem, co źle powiedziałem, ale musiałem coś przekręcić tak, że słowo "silny" zabrzmiało jak "okrutny". Trzasnąłem porządnie o lity kamień groty. Gdy tak leżałem bezbronny, drasnął mnie łapą i ryczał do ucha. A wtedy dopiero przypomniałem sobie o tym bratowym sztylecie.

W sali panowała niespotykana cisza. Dosłownie wszyscy byli wsłuchani w historię młodego Smoczego Brata. Philip mimo nieśmiałości, opowiadał żywo i z entuzjazmem. Musiał nie zdawać sobie sprawy z tak licznego grona słuchaczy. Wstał z krzesła i opowiadał:

-On już otwierał paszczę, by przegryźć mi szyję, lecz- wyciągnął zza pasa srebrny sztylet i ustawił przed swoją twarzą płazem do Nathaniela. Część osób w karczmie podeszła bliżej by obejrzeć broń. Do głowicy przymocowany był smoczy ząb, zlewający się z rękojeścią- udało mi się obronić. Pchnąłem ostrze w podniebienie bestii. Jak chciałem go wyjąć, to musiałem przytrzymać stwora za kła. Nie mógł wyjść, smok się szarpał, to kopnąłem go w gardło! Wtedy to i sztylet wyszedł, i ząb. Jeszcze nigdy takiego wycia nie słyszałem! -mówił podekscytowany własnymi wspomnieniami. Odłożył sztylet na stół, ale przytrzymywał go lekko.

-Zraniłem smoka, to musiałem szybko uciekać! To skoczyłem na nogi, ze strachu aż nie czułem bólu, i w nogi! To bestia wio! Goni za mną! Wybiegłem z jamy i schowałem za skałą. Modliłem się, by mnie nie znalazł. Jeżeli jestem tu z wami, to tylko przez to, że Bóg jeden był ze mną cały czas i czuwał. Najpierw, by bestia mnie nie pożarła, potem, bym nie zginął od smoczego jadu. Usiadł. W karczmie zapadła głucha cisza. Philip obejrzał się wokół. Wszyscy go słuchali! Rzucił ostatnie spojrzenie na salę, by następnie wbić wzrok w pusty, gliniany kubek i udawać, że nic nie mówił...

- Dlaczego pytałeś?- spytał tym samym stoickim barytonem, jaki posiadał zawsze.

-Wiesz, nie każdy ma taką bliznę...-odezwał się rudowłosy. Smoczy Brat uśmiechnął się lekko.

-Każdy ma jakąś bliznę- odparł.- Ja mam na twarzy, inni mają ją głębiej... Na duszy.

A jaka jest twoja blizna, Nathanielu?

Gabriela Kozdrój

 
Valid XHTML & CSS | Template Design ah-68 | Copyright © 2009 by Firma. Strona umieszczona na serwerze - Vipserv.org